Zaczynam dzień z Ewangelią

Czy Maryja przyjmowała Komunię świętą? Pytanie jest trochę prowokacyjne, postawione w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Znajdziemy na nie odpowiedź w czasie rozważania tajemnicy wniebowzięcia Maryi.

Pełny tekst czytań wraz z komentarzem >>

Czy Maryja przyjmowała Komunię świętą?

Pytanie jest trochę prowokacyjne, postawione w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Znajdziemy na nie odpowiedź w czasie rozważania tajemnicy wniebowzięcia Maryi. W 1950 roku papież Pius XII ogłosił jako dogmat wiary prawdę o Wniebowzięciu, prawdę wyznawaną przez wspólnotę Kościoła od pierwszych wieków chrześcijaństwa, głęboko zakorzenioną w Piśmie świętym. Warto przywołać najważniejszy fragment Papieskiego dokumentu:

„Dlatego zaniósłszy do Boga wielokrotne korne błaganie i wezwawszy światła Ducha Prawdy, ku chwale Boga Wszechmogącego, który szczególną Swą łaskawością obdarzył Maryję Dziewicę, na cześć Syna Jego, nieśmiertelnego Króla wieków oraz Zwycięzcy grzechu i śmierci, dla powiększenia chwały dostojnej Matki tegoż Syna, dla radości i wesela całego Kościoła, powagą, Pana Naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz Naszą ogłaszamy, wyjaśniamy i określamy, jako dogmat przez Boga objawiony, że Niepokalana Bogarodzica zawsze Dziewica Maryja, po zakończeniu biegu życia ziemskiego, została z ciałem i duszą wzięta do niebieskiej chwały”.

Rozważmy tę niezwykłą tajemnicę w oparciu o słowo Boże. W tym roku Uroczystość Wniebowzięcia przypada w niedzielę. Gdyby uroczystość ta przypadła w inny dzień tygodnia, to dziś byłaby 20. Niedziela Zwykła Roku B i byłaby czytana Ewangelia zawierająca dalszą część tzw. Mowy Eucharystycznej Jezusa, wygłoszonej w Kafarnaum, której wcześniejsze fragmenty medytowaliśmy w poprzednie niedziele, a której zakończenie usłyszymy za tydzień. Dziś usłyszelibyśmy następujące słowa Jezusa, właściwie kulminacyjne z całej mowy: „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim”. Jezus przekazuje prawdę o swojej realnej obecności pod postacią chleba i wina, zapewnia, że Jego Ciało i Krew, są pokarmem i napojem, dającym życie wieczne i dopowiada, że konsekwencją przyjmowania Jego Ciała i Krwi, będzie wskrzeszenie człowieka w dniu ostatecznym. Życie wieczne z Chrystusem nie będzie zatem tylko duchowe (co podkreśla prawda wiary, że dusza ludzka jest nieśmiertelna), ale także cielesne (co wyznajemy w Składzie Apostolskim, kiedy mówimy: „wierzę… w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny”). Jesteśmy powołani do wiecznego szczęścia w pełni naszego człowieczeństwa: nie w jakieś jego połowie („dusza”), ale całościowo („dusza” i „ciało”). To wieczne szczęście osiągniemy dzięki dziełu odkupienia Jezusa, zgodnie ze słowami z dzisiejszego drugiego czytania: „W Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia”. Osiągnięcie pełni szczęścia w czasie zmartwychwstania ciał na końcu czasów nie dokona się automatycznie: potrzebne jest tu ziemi nasze trwanie w łączności z Jezusem poprzez wiarę. To zjednoczenie z Jezusem najpełniej dokonuje się poprzez przyjmowanie Jezusa w Jego Ciele i Krwi, zgodnie ze słowami Jezusa z mowy eucharystycznej: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”. Przyjęcie Jezusa w Jego Ciele i Krwi dokonuje się podczas Komunii świętej, w której tak ważna jest wiara, ale też realne spożycie Ciała Jezusa w chlebie eucharystycznym. Przyjęcie Ciała Jezusa przypomina i umacnia prawdę, że także nasze ciała (nie tylko dusze) są powołane do wiecznego szczęścia. Czasem mówi się, że „jesteśmy tym, co jemy”. Jeśli spożywamy Ciało Jezusa stajemy się Nim, a nasze ciała przygotowują się do momentu ich wskrzeszenia, kiedy to będą przemienione na wzór zmartwychwstałego Jezusa.

Takie jest nasze powołanie wynikające z mowy eucharystycznej, której fragment byłby dziś czytany. Z racji tego, że mamy uroczystość Wniebowzięcia, pojawia się fragment Ewangelii, dotyczący Maryi, który pozwala medytować, co stało się w życiu Maryi. Maryja śpiewa hymn uwielbienia, w którym słyszymy słowa: „wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny”. Jakie to są wielkie rzeczy? Że została Maryja wybrana na Matkę Syna Bożego, że została napełniona łaską (Archanioł Gabriel mówi o Maryi „Pełna łaski”). Maryja, przyjmując wolę Bożą, przyjęła pod swoje serce Jezusa, o czym mówi dziś Elżbieta, zwracając się do Maryi: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona”. Wyznajemy tę prawdę za każdym razem, gdy odmawiamy „Zdrowaś Maryjo”. Maryja pod swym sercem nosiła Jezusa: nie tylko duchowo przez wiarę, ale i cieleśnie, jak każda kobieta oczekująca potomstwa.

To Jej głębokie zjednoczenie z Synem Bożym (przez wiarę i cielesne) sprawiło, że jeszcze „jedną wielką rzecz uczynił Jej Wszechmocny”, tę „rzecz”, którą dziś Kościół wyznaje: że „Maryja, po zakończeniu biegu życia ziemskiego, została z ciałem i duszą wzięta do niebieskiej chwały”. Prawda o wniebowzięciu Maryi potwierdza prawdziwość słów Jezusa: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”. Maryja nie musiała przyjmować przystępować do Komunii świętej. Charakterystyczne jest to, że nie było Jej w Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy. Jednak nosiła Jezusa (Jego Ciało i Krew) w czasie, gdy na Niego oczekiwała, a potem była z Nim głęboko zjednoczona przez wiarę i miłość. Jej ziemskie życie dobiegło końca, bo była człowiekiem jak każdy z nas. Część wierzących (szczególnie tradycja wschodnia mówi o zaśnięciu Maryi), część wierzących mówi po prostu, że Maryja umarła. Jednak zakończenie Jej życia, nie oznaczało rozpadu Jej człowieczeństwa, co dzieje się w śmierci każdego człowieka: „została z ciałem i duszą wzięta do niebieskiej chwały”. Jej stan po śmierci był zatem taki jak stan zmartwychwstałego Jej Syna, została mocą łaski Jej Syna przeniesiona w całości swego człowieczeństwa (powtórzmy: z ciałem i duszą) do wiecznego szczęścia. Jej stan po zakończeniu życia jest zapowiedzią tego, co stanie się na końcu czasów z tymi, którzy przez wiarę i przez Komunię świętą trwają w zjednoczeniu z Jezusem: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”.

Niewiasta obleczona w słońce z dzisiejszego pierwszego czytania to oczywiście Wniebowzięta Maryja. Ale niewiasta obleczona w słońce to także obraz Kościoła. Obraz ten zapowiada wieczne szczęście dla wszystkich tych, którzy jako Maryja – duchowo (przez wiarę) i cieleśnie (przez Komunię świętą) jednoczą się z Jezusem. Choć obraz ten zapowiada ostateczny triumf i Maryi i Kościoła, to jednak pokazuje też, że osiągnięcie ostatecznej chwały okupione jest walką ze smokiem, czyli z szatanem. Tu nic nie dzieje się automatycznie: tak jak potrzebna jest wiara ze strony człowieka, tak też potrzebne jest zaangażowanie człowieka w walkę przeciw szatańskim pokusom. Umocnieniem w drodze do nieba, umocnieniem w walce ze złem jest Komunia święta. Przyjmujmy ją z wiarą i miłością, a osiągniemy pełnię szczęścia, w pełni człowieczeństwa. Nie tylko nasze dusze, ale i nasze ciała będą w niebie tak piękne jak człowieczeństwo Zmartwychwstałego Jezusa i człowieczeństwo Wniebowziętej Maryi.


« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama