Pułapka „łatwych” pożyczek

Gdyby zadać przypadkowemu przechodniowi pytanie, czy lepiej mieć więcej czy mniej pieniędzy, zapewne każdy odpowiedziałby „więcej”. Jednak odpowiedź na pytanie „czy warto w takim razie pożyczać pieniądze?” nie byłaby już tak oczywista.

Jednym pożyczka wydaje się niezbędna, by dotrwać „do pierwszego”. Inni biorą ją w sytuacji nieprzewidzianego wydatku, takiego jak konieczność naprawy czy wymiany niesprawnego urządzenia. Inni znów nie mogą się oprzeć impulsowi i chcąc kupić jakiś atrakcyjny przedmiot, kupują go na kredyt. W życiu nie ma jednak nic za darmo. Łatwe pieniądze, które oferują nam kredytodawcy, oznaczają konieczność późniejszej spłaty pożyczki wraz z odsetkami. Pożyczka może się wydawać rozwiązaniem problemu, jednak zazwyczaj jest tylko jego odsunięciem na później.

Pewną formą kredytu jest zakup na raty. W niektórych przypadkach może on być uzasadniony – jeśli dobrze sprawdzimy warunki sprzedaży ratalnej i jesteśmy pewni, że nie ponosimy ukrytych opłat. Zakup nowej pralki czy lodówki w sytuacji, gdy stara się popsuła, a koszty naprawy byłyby niemal równe cenie nowej, może być rozsądnym wyborem. Czym innym jest jednak zakup na raty w systemie niskiego oprocentowania oferowanego przez sklep, czym innym zaś branie pożyczki u zewnętrznego kredytodawcy, tak zwanej „chwilówki”.

Jeśli sklep po sprawdzeniu naszej zdolności kredytowej odmawia nam sprzedaży na raty, powinno to być dla nas światełkiem ostrzegawczym. Sklepy, podobnie, jak banki, korzystają z informacji zawartych w BIK i realnie szacują naszą możliwość spłacenia zaciągniętej pożyczki. Odmowa oznacza, że powinniśmy się przyjrzeć własnym finansom, a nie szukać innego źródła gotówki.

Niestety na osobach znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej żeruje mnóstwo firm i instytucji oferujących chwilówki, „pożyczki w 15 minut”, „pożyczki przez SMS” i inne formy kredytu, które niestety okazują się pułapką, zastawioną na takich klientów. Wystarczy wpisać w Google hasło „chwilówka” i od razu dostajemy kilkadziesiąt ofert. Większości z nas nie są obce takie nazwy jak Provident, Vivus czy Wonga – często pojawiające się w telewizyjnych czy prasowych reklamach. Tego typu instytucji jest wiele, wszystkie jednak działają na podobnych zasadach. Łatwy kredyt oznacza zawsze drogi kredyt. Większe ryzyko to wyższy zarobek dla firmy, a dla klienta – większy koszt.

Tym, co powinno nas najbardziej interesować, jako potencjalnego kredytobiorcę, jest całkowity koszt kredytu. Innymi słowy – ile pieniędzy otrzymamy do ręki, a ile w sumie będziemy musieli zwrócić. Tymczasem jest to informacja skrzętnie ukrywana przez instytucje zajmujące się udzielaniem kredytów i pożyczek. Wbrew pozorom jednak nie jest ona niemożliwa do uzyskania czy też samodzielnego wyliczenia. Najprostszy i najoczywistszy sposób to pomnożenie liczby rat przez kwotę raty (w przypadku raty stałej).

Nie powinniśmy się dać wprowadzić w błąd niskiej stopie oprocentowania prezentowanej w ofertach. „Raty 0%” zazwyczaj są jedynie chwytem reklamowym. Firmy zazwyczaj rekompensują sobie niską stopę oprocentowania rozmaitymi opłatami dodatkowymi. Mogą one być ukryte pod określeniem „opłata administracyjna”, „ubezpieczenie kredytu”, „opłata przygotowawcza”, „opłata wstępna”, „prowizja” lub dowolnym innym.

Czym jest tajemnicze RRSO?

Istotny współczynnik, który powinien podać nam każdy pożyczkodawca to RRSO. Oznacza on rzeczywistą roczną stopę oprocentowania, po uwzględnieniu wszystkich opłat. Jest on bardziej miarodajny niż sama informacja o wysokości oprocentowania, którą można dowolnie manipulować.

Nie można jednak dać się zwieść samemu RRSO – istotny jest także okres, na jaki bierzemy kredyt, z którego wynika liczba rat do spłacenia. Przykładowo, według danych z dzisiejszego dnia z jednego z popularniejszych serwisów kredytowych, wonga.pl, dla pożyczki w wysokości 10.000 zł, RRSO wynosi 18,90%, co samo w sobie jest już wartością dwukrotnie wyższą niż w typowym kredycie konsumenckim, ale może wydawać się wielkością akceptowalną. Pamiętać należy jednak o okresie spłacania pożyczki: w tym przypadku wynosi on 60 miesięcy, czyli 5 lat. Błędem byłoby założenie, że ostatecznie będziemy musieli zwrócić pożyczoną kwotę powiększoną o 18,90%, ten współczynnik działa bowiem w każdym z kolejnych lat. Koniec końców musimy więc oddać ponad 15.000, czyli ponad 50% więcej niż pożyczyliśmy.

Obecnie ustawowo ograniczone zostały możliwości udzielania pożyczek i kredytów na zasadach lichwiarskich. Jednak nadal można spotkać mnóstwo ofert, w których RRSO wynosi 500% i więcej. Innymi słowy, w przypadku takiej pożyczki udzielonej na rok zwrócić trzeba pięć razy więcej niż pożyczona suma!

Kredytodawcy uciekają się do różnych sztuczek, aby uśpić naszą czujność. Jedną z nich jest wzbudzanie naszego zaufania poprzez skojarzenie ze znanymi aktorami czy celebrytami – osoby takie występują w materiałach reklamowych kredytodawców. Nie znaczy to jednak, że osobiście korzystają z ich usług – po prostu reklamują je i dostają za to pieniądze.

Firmy żerują na naszej niewiedzy i dlatego celowo nie podają nam istotnych dla nas informacji, które pozwoliłby nam oszacować całkowity koszt pożyczki. Materiały informacyjne czy strony internetowe kredytodawców podkreślają łatwość uzyskania pieniędzy, niewielką wysokość raty, możliwość rolowania długu – pomijają natomiast wszelkie koszty dodatkowe, ostateczną sumę do spłaty, kary umowne i inne niekorzystne dla kredytobiorcy uwarunkowania. Te zazwyczaj wypisane są drobnym drukiem w długim dokumencie, który wielu z nas podpisuje biorąc kredyt, nie czytając go uważnie. Nie możemy ufać zapewnieniom przedstawiciela handlowego – jego zadaniem jest zarobić jak najwięcej pieniędzy, działa więc zgodnie z interesem firmy, a nie klienta. Nierzadko minimalne nawet opóźnienie w spłacie raty powoduje naliczenie drastycznych kar umownych. Rolowanie długu (czyli branie kolejnej pożyczki dla spłaty poprzedniej) jest zaś korzystne wyłącznie dla kredytodawcy, który tym sposobem zyskuje sobie klienta na kolejne lata, zaś raty do spłacenia rosną.

Często stosowaną sztuczką jest podawanie bardzo niskiego (lub wręcz zerowego) oprocentowania dla pierwszej pożyczki, podczas gdy kolejna obciążona jest niezwykle wysokimi kosztami. Tak robi na przykład Vivus.pl, gdzie pierwsza pożyczka ma RRSO równe 0%, następna zaś – 819%!

W przypadku zaistnienia zaległości w spłatach, co niestety zdarza się bardzo często przy takich ryzykownych pożyczkach, bardzo łatwo wpędzić się w spiralę zadłużenia, gdyż zgodnie z regulaminem nasze późniejsze wpłaty pokrywają w pierwszej kolejności kary umowne i prowizje, a dopiero potem kwotę pożyczki.

Jak pożyczać i czy w ogóle pożyczać?

Pierwsze pytanie, które należy sobie zadać przed pożyczaniem jakichkolwiek pieniędzy brzmi: „dlaczego w tym momencie czuję się zmuszony wziąć pożyczkę?” Często odpowiedź będzie brzmiała: „ponieważ pojawił się niespodziewany wydatek” (na przykład zepsuło się urządzenie gospodarstwa domowego czy samochód). W takim przypadku należy zastanowić się, czy wydatek ten jest absolutnie niezbędny w danym momencie – być może da się go odłożyć na później, odkładając w międzyczasie niezbędną sumę pieniędzy. Z pewnością ostatecznie zapłacimy w ten sposób mniej, nie korzystając z pożyczki.

Równie ważne jest zastanowienie się, dlaczego nie udaje mi się co miesiąc odłożyć jakiejś kwoty, mając na względzie takie nieprzewidziane wydatki. Aby odkryć przyczynę, konieczne jest przejrzenie swoich przychodów i wydatków, czyli sporządzenie miesięcznego budżetu. Może się okazać, że tym, co zjada znaczną część moich przychodów, są różne opłaty stałe i abonamenty. Zwłaszcza operatorzy telewizyjni i telefoniczni bardzo chętnie sprzedają nam rozmaite usługi, pakiety i opcje, które nie są nam niezbędne, a stale obciążają nasz budżet. Być może przyczyna braków budżetowych leży gdzie indziej – w nieracjonalnych zakupach żywności (która potem się marnuje) albo w kupowaniu różnych przedmiotów pod wpływem impulsu. Czy na pewno potrzebuję kolejnej torebki, pary butów, koszuli czy jakiegoś gadżetu? Brak umiejętności zaplanowania miesięcznego budżetu, tak, by zawsze coś zaoszczędzić, prędzej czy później zemści się na nas, gdy pojawi się większy, niezbędny wydatek, który zmusi nas do sięgnięcia po pożyczkę.

Tak, czy inaczej – pożyczkę powinniśmy traktować jako sytuację wyjątkową. Trzeba też uważnie czytać zapisy umowy pożyczkowej, a w razie wątpliwości skorzystać z rady kogoś lepiej obeznanego z finansami niż my sami. Może się bowiem okazać, że biorąc pożyczkę wpadamy „z deszczu pod rynnę” i zamiast rozwiązać swoje problemy finansowe wpadniemy w spiralę zadłużenia, z której bardzo trudno później wyjść.

Maciej Górnicki / opoka.org.pl


Logo PZU

Partnerem akcji „Zawsze bezpieczny” jest PZU SA.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama