Człowiek czy magazyn części zamiennych?

Dla dwóch holenderskich lekarzy, piszących o „eutanazji dobrego Samarytanina” (czyli takiej, po której narządy uśmierconej osoby trafiają do przeszczepu), jedynym zmartwieniem jest takie usprawnienie całego procesu, by wszystko przebiegło fachowo i bez komplikacji.

Na łamach portalu wPolityce.pl Grzegorz Górny przypomina, że kiedy legalizowano eutanazję na świecie, jej zwolennicy przekonywali, że będzie ona dotyczyć osób nieuleczalnie chorych, nie będących w stanie funkcjonować z powodu bólu.

„Nastąpiło wejście na równię pochyłą i przesunięcie horyzontu etycznego” – pisze Grzegorz Górny, przywołując proceder tzw. kryptanazji, czyli eutanazji bez wiedzy i zgody zainteresowanego. Jej ofiarami padają m.in. osoby niepełnosprawne umysłowo. Z drugiej strony o eutanazję proszą coraz częściej ludzie fizycznie zdrowi, cierpiący np. na depresję. „To właśnie wśród tych dwóch grup, często ludzi w dość młodym wieku, rekrutuje się najwięcej perspektywicznych dawców” – zaznacza dziennikarz.

„Nigdy dość powtarzania, że eutanazja nie jest prawem do decyzji o zakończeniu swego życia. Przecież samobójstwo (a właściwie jego nieudana próba) nie jest karane w żadnym kraju na świecie. Tak naprawdę nie chodzi więc o możliwość decydowania o swoim życiu, lecz o życiu innych. To licencja na zabijanie, którą państwo przekazuje określonej grupie, w tym przypadku personelowi medycznemu. Ten ostatni ma jednak swoje priorytety, wśród których znajdują się potrzeby wynikające z rozwijającej się transplantologii. Stąd też coraz powszechniejsza praktyka «eutanazji dobrego Samarytanina». Zamiast leczyć czyjąś depresję, można obdarować jego narządami kilka potrzebujących osób” – pisze.

Przywołuje on tekst dwóch holenderskich lekarzy Johana Sonnevelda i Johannesa Muldera, który ukazał się na łamach renomowanego czasopisma medycznego „JAMA Surgery”. Autorzy pisząc o „eutanazji dobrego Samarytanina” nie skupiają się na tym, jak pomóc osobom chcącym zakończyć swoje życie. Ich jedynym zmartwieniem jest natomiast usprawnienie całego eutanazyjno-transplantacyjnego procesu, by wszystko przebiegło bez komplikacji. „Jest to w pełni zgodne z logiką utylitarną: skoro już sprowadziliśmy człowieka do roli użytecznego przedmiotu, to obchodźmy się z tym rezerwuarem części zamiennych jak najostrożniej, aby jego organy mogły służyć innym jak najdłużej” – podsumowuje Grzegorz Górny.

Źródło: wPolityce.pl
« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama